
Okręty Królewskiej Marynarki utrzymywały kurs, a kadłubem HMS Nike wstrząsały kolejne trafienia — najprawdopodobniej dlatego, że był największym okrętem w całej grupie. Otaczało go morze ognia z przechwyconych i zdetonowanych w bezpiecznej odległości rakiet oraz znacznie rzadszych, ale za to groźniejszych, które przedarły się przez obronę antyrakietową i eksplodowały w pobliżu celu, prując kadłub krążownika liniowego. Ciężkie krążowniki Merlin i Sorcerer trzymały się jego burt jak przylepione. Ich obrony antyrakietowe tworzyły jedną sieć wraz z Nike i Intolerantem, znacznie skuteczniejszą od czterech indywidualnych, ale nie były w stanie przechwycić wszystkich nadlatujących rakiet. I dlatego obraz z mostka HMS Nike drgał i podskakiwał dziko — każde drgnięcie oznaczało kolejne trafienie. Za to na holoprojekcji taktycznej przed okrętami Grupy Wydzielonej pojawił się biały krzyżyk oznaczający punkt, po przekroczeniu którego wrogie jednostki nie miały prawa uciec przez dreadnaughtami admirała Danislava. Dreadnaughtami, o których obecności nie miały pojęcia, bowiem znajdowały się one poza zasięgiem pokładowych sensorów.
Powoli mijały ciągnące się w nieskończoność minuty, a na widowni panowała cisza, gdyż wszyscy zdawali sobie sprawę, że w akcji, której przebieg właśnie śledzą, ginęli ludzie, często towarzysze broni, a czasami znajomi. Grupa Wydzielona Hancock 001 płaciła krwią i śmiercią za wciągnięcie przeciwnika w ostateczną pułapkę. Z prawie wszystkich okrętów uciekało powietrze, a ślad torowy HMS Nike znaczyła smuga szczątków i skrystalizowanej atmosfery. Skulona w fotelu admirał Cordwainer widziała zarówno żal Harrington z powodu śmierci podkomendnych, jak i jej zdecydowanie, by osiągnąć cel, i rozumiała to.
