
Blady jak śmierć i zlany potem mężczyzna siedzący w fotelu kapitańskim HMS Warlock stanowił jej przeciwieństwo. Przy niej był prawie niezauważalny, trywialny, był nikim. Cordwainer zauważyła go niejako odruchowo, przenosząc wzrok na obraz pomostu flagowego. Mimo braku doświadczenia bojowego bez trudu oceniła umiejętności i skupienie admirała Sarnowa, równie skoncentrowanego na walce co Harrington. Widać było, że ten człowiek ma autorytet, a szybkość podejmowania decyzji świadczyła jednoznacznie, że cały czas śledził sytuację na bieżąco, uwzględniając wszelkie zachodzące zmiany. Jednak nawet on został w jakiś sposób przyćmiony przez lodowatą, jaśniejszą od ognia precyzję Harrington. On był mózgiem Grupy Wydzielonej, ale ona była jej duszą — admirał Cordwainer skrzywiła się z niesmakiem: takie dramatyczne metafory kłóciły się z jej chłodnym, analitycznym podejściem do życia, ale były jedynymi, które pasowały do tego, co miała przed oczami.
— Skipper, Agamemnon przestał istnieć! — krzyknął ktoś na mostku HMS Nike i Cordwainer przygryzła wargę, nie spuszczając oczu z twarzy Harrington, której prawy kącik ust zaczął lekko drgać.
— Proszę zbliżyć się do Intoleranta i sprząc obrony antyrakietowe, pani komandor.
Nie czekając na potwierdzenie, Harrington przeniosła wzrok na ekran przekazujący obraz z pomostu flagowego. Tak w jej oczach, jak i w oczach Sarnowa widać było gorzką świadomość, że Grupa Wydzielona płaciła zbyt drogo za dywersję, która nie prowadziła do niczego więcej. Sarnow otworzył usta — admirał Cordwainer była pewna, że z zamiarem wydania rozkazu rozproszenia okrętów, ale nie wydał go, bowiem zza jego pleców rozległ się okrzyk:
— Sir! Panie admirale!
